Rodzicu, szkoła nie jest od wychowywania twojego niewychowanego dziecka

Z przerażeniem już od lat przyglądam się temu co dzieje się w szkołach. I nie mam tu teraz na myśli przeładowanej podstawy programowej, ciężkich tornistrów i masy zadań domowych.

Mam na myśli stosunek rodziców i uczniów do szkoły jako instytucji oraz do jej pracowników, czyli nauczycieli, wychowawców i opiekunów.

Kiedy czytam hasła „kiedyś szkoła wychowywała”, to mnie trzęsie.

Szkoła wychowywała? Rodzice wychowywali! Szkoła nie jest od wychowywania! Wychowanie odbiera się w domu, w dużej mierze zanim dziecko trafi do szkoły. Szkoła może wspierać działania wychowawcze, wzmacniać je, ale to my – rodzice wychowujemy swoje dzieci.

Jeśli dziecko jest niewychowane w domu, to żadna szkoła, nawet renomowana, nie będzie w stanie dziecka wychować.

O ile w klasach I-III wpływ wychowawcy na proces kształtowania dziecka, uczenia go zachowań społecznych, kultury jest jeszcze dość znaczny z uwagi na czas, jaki nauczyciel nauczania początkowego spędza z dzieckiem, to w dalszych klasach jest po prostu znikomy! Kiedy nauczyciel miałby wychowywać Twoje dziecko? Na godzinie wychowawczej? Czy na przerwie?

Wszystko drodzy Państwo zaczyna się w domu. Brak szacunku do ludzi, nie tylko do nauczycieli, wynosi się z domu. Nie ze szkoły.

Doszliśmy dziś do tego, że uczeń potrafi nauczyciela obrazić, a nawet skrzywdzić (w czasie moich praktyk jeden z uczniów wbił nauczycielce ołówek automatyczny w dłoń, ponieważ jak stwierdził „zdenerwowała go”). Co robi rodzic w takiej sytuacji? A przyklaskuje dziecku.

Taka paranoja.

Ja nie twierdzę, że wszyscy nauczyciele są wspaniali. Jest wielu złych nauczycieli, którzy męczą się pracując w szkole, nie potrafią zbudować swojego autorytetu na wiedzy, pasji i zaangażowaniu, więc używają do tego źle pojętej dyscypliny, albo są totalnie bezsilni wobec niepoważających ich uczniów.

Tak jak wielu jest kiepskich lekarzy, architektów czy ekspedientek.

Nic jednak nie usprawiedliwia bardzo krzywdzących uogólnień, kpin, obrażania i braku szacunku do nauczycieli w ogóle.

Żeby nie być gołosłowną przytoczę kilka komentarzy, które pojawiły się dzisiaj pod postem opublikowanym w mojej grupie. Post dotyczył tego, że nauczycielka powiedziała, że dziecko powinno zostać poddane diagnozie, ponieważ niewłaściwie się zachowuje. Według mamy zostało tym ośmieszone i napiętnowane.

Oto niektóre komentarze mam:

„Ucięłabym łeb.sory.ale na pewno byłabym częstym gościem w gabinecie u dyrektora, jeśli dyrektor zmiecie pod dywan standardowo, poświęciłabym dzień wolny w pracy i wybrałabym się do kuratorium. zlozyc pisemna skargę, za całokształt oczywiście współpracy z wychowawczynią.”

„Zgłoś tą babę do dyrektora, bo to niedopuszczalne, żeby przy całej klasie tak mówić, w sumie to nawet straszyć dziecko, ja jakbym wpadła do szkoły, to uuuuu…”

„Ewidentnie się SUKA uwzięła na twojego synka i skoro nie pomogło zwrócenie uwagi wprost to teraz czas na dyrekcję a nawet wyżej”

„Kretynka, ja bym jej wieczorem w parku wjebała”

„Zdarzają się takie. Trzeba ją utemperować”

„Niech już sobie lepiej przedszkolanki z zerówki nie dopisują „tytułu” nauczyciela :P”*

(pisownia oryginalna)

Serio? I naprawdę od tych suk, kretynek, bab oczekujecie, że wychowają Wam dzieci?

Nie bronię nauczycieli, bo jak już napisałam, nie wszyscy są kryształowi.

Weźmy jednak pod uwagę również fakt, że nauczyciel jest człowiekiem. I wierzcie mi lub nie, jego praca to nie jest bajkowa posada. Praca w szkole to ciężki kawałek chleba i ktoś, kto nie popracował tam trochę, naprawdę nie ma o tym pojęcia.

Niektóre dzieci, nazywane przez swoich rodziców „żywymi” czy „indywidualistami” to zwyczajnie niewychowani uczniowie, którzy nie potrafią przystosować się do życia społecznego. Dezorganizują lekcje, uprzykrzają życie kolegom, koleżankom i pedagogom.

A kiedy zwraca się im uwagę, to mamusia przylatuje „zrobić dym”.

I to jest właśnie główny powód, dla którego mimo swojego wykształcenia pedagogicznego, pasji i miłości do zawodu, nie pracuję w szkole. Jestem nauczycielem tylko na papierze.

Nie potrafię znieść chamstwa i roszczeniowości rodziców, które z roku na rok coraz bardziej postępuje.

Szkoła jest zła, nauczyciele są źli, wszyscy się uwzięli, a mój Brajan to takie dobre dziecko, tylko trzeba do niego umieć podejść. Może trochę ruchliwy i język ma niewyparzony, ale kim jest ta „Pani nikt”, żeby mu uwagę zwracać.

Niestety, prawda jest taka, że szkoła nie wychowa niewychowanych w domu dzieci. I one pewnie tę szkołę skończą. I pójdą w świat. I będą w ten sam sposób – roszczeniowy i niekulturalny traktować współpracowników, szefa, żonę czy własne dzieci. A przede wszystkim WAS!!! Rodzice. WAS!!!

Zastanówcie się proszę, czy takie wartości chcecie wpajać swoim dzieciom.

Apeluję, by wszelkie sprawy z nauczycielami załatwiać tylko i wyłącznie w cztery oczy z nimi lub w ostateczności w obecności dyrektora szkoły. Dziecko nie powinno ani w domu, ani w szkole wysłuchiwać naszych niewybrednych komentarzy i uwag. Pamiętajmy, że nie wszystko w szkole wygląda tak, jak przedstawiają nam dzieci. Zazwyczaj normalna rozmowa z nauczycielem może pomóc wyjaśnić sytuacje, które nas niepokoją.

Kiedy nauczyciel ma jakiekolwiek uwagi co do zachowania moich dzieci w szkole, to zawsze przyjmuję je z pokorą i oświadczam dzieciom, że bez względu na osobiste sympatie do nauczycieli mają się dostosować do panujących w szkole zasad. Wszystkich nauczycieli moich synów niezwykle szanuję, nawet jeśli nie zawsze zgadzam się z ich metodami. Jestem w stałym kontakcie z wychowawcami i reaguję natychmiast, jeśli ich zdaniem dzieci zachowują się niewłaściwie. I przyznam szczerze, że nie zdarzyło się, żeby nie mieli racji.

Jestem im wdzięczna za pomoc i zaangażowanie w proces edukacyjny moich chłopców.

Absolutnie nigdy nie pozwoliłabym sobie ani dzieciom na chamstwo, prostackie uwagi i ataki.

Edukacja napędza świat. Bez nauki nie wyszlibyśmy z jaskiń. Doceńmy to co przekazują naszym dzieciom ich nauczyciele. Przecież sami nie jesteśmy w stanie im tego wszystkiego przekazać.

 

 

*tekst zaczerpnięty ze strony mumme.pl